Wyprawa na Bieguny. Z tęsknoty za zimą.

Wyprawa na Bieguny. Z tęsknoty za zimą.

Zadymka. Miętus skacze radośnie po łóżku. Pada śnieg! Pada śnieg! Mamusiu pójdziemy na sanki? Początek marca. Od dwóch miesięcy sanki czekają w pogotowaniu na balkonie. Bezczynnie.
I codziennie słyszę pytanie – mamusiu, kiedy pójdziemy na sanki? Jak tylko spadnie śnieg. No więc w końcu pada. Wyglądamy za okno. Szaro, mokro, paskudnie. Jedna wielka breja. Jest za ciepło, żeby śnieg mógł się utrzymać. Miętus smutnieje. A Matce serce się kraje.

* * *

Z tęsknoty za zimą wyciągamy „Bieguny”. Co to za książka, przecież nic tu nie ma, białe rysunki na białym tle? Pyta Tata Chłopców.

A my oboje z Miętusem wsiąkamy.

Las. Między drzewami przechadza się dostojny renifer. Skrzypi śnieg. Wszędzie jak okiem sięgnąć biało. Nie tak łatwo na białym śniegu wypatrzeć zająca czy lisa polarnego, nie tak łatwo dostrzec sowę śnieżną. Zamieniamy się w przyrodników tropiących arktyczne zwierzęta. Miętus zafascynowany wielkim zwalistym morsem zadaje tysiąc pytań na sekundę. O kły. O wąsy. O brak nóg. O to, co można jeść skoro dookoła pustka, nic tylko śnieg i śnieg.

Żółte skośne oczy patrzą na mnie złowrogo. Do tego twardy ostry dziób. Nic więcej. Tylko te oczy i ten dziób. Hipnotyzują. Nagle dreszcz przebiega po matczynym karku. To Miętus przywraca mnie do rzeczywistości. Mamo, kto to jest? No kto? To bardzo duży ptak – czytam. Z rozpostartymi skrzydłami zajmuje prawie tyle miejsca, co dwoje dorosłych ludzi stojących obok siebie z rozłożonymi rękami. Albatros królewski. Mamooooo, on jest taki duży? Aż taki duży? Miętus biega po pokoju z rozłożonymi rękami. Nie synku, jest znacznie większy. Patrzymy na siebie oniemiali.

* * *

„Bieguny i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy” to niewielka niepozorna książeczka. Niewielka, ale piękna. Kryjąca w sobie dwa bliźniaczo różne światy. Dwa bieguny.

Ta książka jest niezwykle skonstruowana. Przejrzyście, czytelnie, konsekwentnie.

Więc najpierw Arktyka. I jej mieszkańcy. Renifer, lis, wilk zając i niedźwiedź polarny, mors arktyczny i sowa śnieżna. Wędrujemy przez śnieżne krajobrazy. Tu nie ma tekstu. Tu jest po prostu inny świat. I my, zanurzeni w nim, przyglądamy się z boku, po cichutku, niezwykłym zwierzakom. Tu nie potrzebny jest komentarz. Bo czy potrzebujemy go brodząc po lesie w śniegu? A gdy wracamy z wyprawy, otwieramy kolejne strony. To na nich odszukać możemy zwierzęta, które spotkaliśmy w arktycznym lesie, wraz z krótką informacją na ich temat.

Z jednej strony polarny zwierz – krótki opis i ilustracja. Z drugiej – sam zarys głowy. Po co? Dziwi się Matka. Po co? Dziwi się Miętus. Otóż na końcu jest kilka stron z naklejkami. Są nosy, rogi, oczy, uszy i dzioby. Możemy sami stworzyć swojego lisa polarnego albo wielkiego morsa. Możemy, ale nie musimy. Bo czyż nie równie ciekawa jest zającosowa czy fokoniedźwiedź? Ten świat, tak odległy, pełen jest dziwnych zwykłych-niezwykłych stworzeń.

A potem Antarktyda. Tu jeszcze zimniej. Jeszcze wietrzniej. I mniej przyjaźnie. Nawet drzew nie ma. Dookoła śnieg. Wszędzie, jak okiem sięgnąć. Antypody. Albatros królewski i pingwin cesarski. Słoń morski i foka Weddella.

Antarktyda, zwierciadło Arktyki. I zwierciadlany układ książki.

A potem nie ma już nic. Jest tylko las i śnieg. I surowy krajobraz. Pustka. Jak na biegunach. Cisza. I tylko czasem słychać delikatny szum oceanu. Ten świat my sami możemy zasiedlić. Mieszkańcy tylko czekają na to. Na ostatnich stronach. Tych z naklejkami.

* * *

Widnokrąg po raz kolejny wydało prawdziwy majstersztyk. Piękny kredowy papier. Sprężyna przytrzymująca kartki bardzo ułatwia oglądanie i pracę z naklejkami. Te zaś zrobione są ze specjalnej folii, dzięki czemu można je nieskończenie wiele razy odklejać i naklejać. Tworząc nowe zwierzaki, kreując nowe światy. Okładki mają dość duże zaginane skrzydełka. Po co? Dziwuje się po raz kolejny Matka. Dziwuje się dopóty, dopóki Miętus nie zaczął wyklejać. Jednym skrzydełkiem zakładając sobie stronę, na której naklejał, drugim – wybraną stronę z naklejkami. Wszystko tu przemyślane, wszystko dopięte na ostatni guzik.

Ale i tak najpiękniejsze są ilustracje. I te białe zwierzęta na białym tle. Matka pokochała od pierwszego wejrzenia. Miętus też.

Szerokie pociągnięcia pędzla, stonowane kolory. I technika, przypominająca trochę kolaż, trochę kojarząca się z pracami Erica Carle. Piękne, niezwykle malarskie. I niezwykle realistyczne.

Tęsknimy za taką zimą.

* * *

O tym, co wydawca pisze na temat tej książki możecie przeczytać TU 

„BIEGUNY i ich zwykli – niezwykli mieszkańcy”
Autor: Michał Koziński
Projekt książki i lustracje: Justyna Styszyńska
Wydawnictwo: Widnokrąg
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 48 (w tym 4 strony z naklejkami wielokrotnego użytku)
Format: 16,5 x 19,0 cm
Wiek: 4+ (u nas 3-latek ją pokochał)

 

Post powstał w ramach projektu:

11 thoughts on “Wyprawa na Bieguny. Z tęsknoty za zimą.

  1. Ale świetne ilustracje! Wygląda jakby Mama (albo Tato) narysowali wszystko kredkami! 🙂 Super! Wspisuję na listę "książki jak Junior dorośnie" 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *