Podróż pociągiem z dzieckiem – o stolikach chowanych w poręczach fotela i gadającej toalecie słów kilka

Podróż pociągiem z dzieckiem – o stolikach chowanych w poręczach fotela i gadającej toalecie słów kilka

Szósta nad ranem. Za oknem ciemno i zimno. Wszyscy normalni ludzie, zakopani pod pierzynami, śpią jeszcze w najlepsze. A u nas ruch i wrzawa. Na gazie wesoło podskakuje czajnik. Matka szykuje termos z gorącą herbatą. Ojciec parzy kawę. Nawet Mali, których zwykle nie można dobudzić, dawno na nogach. Pakują swoje plecaki i dyskutują, jakie książki zabrać na drogę. Bo droga będzie długa. To już nie przelewki, to prawdziwa wyprawa. Pierwsza podróż pociągiem z dziećmi.

podróż pociągiem z dzieckiem

* * *

W mieszkaniu unosił się zapach szarlotki. W pokoju dziadka porozstawiane były makiety bożonarodzeniowych szopek, malutkie figurki zwierząt, kilkucentymetrowe postacie Maryi i Jezuska, wstążki, cekiny, flakoniki z brokatem. To z nich, na oczach małej dziewczynki, dziadek wyczarowywał prawdziwe cuda, które później dekorowały kościoły i wystawy sklepowe.

Siadywałam wtedy na szerokim parapecie i godzinami patrzyłam. Oprószone śniegiem dachy gdańskiej starówki miały w sobie niezwykłą magię. Wiatrowskaz z kogutem w kamienicy naprzeciwko zabawnie kręcił się wkoło, gdy tylko wiatr mocniej dmuchnął. Kawałek dalej, na ceglanych dachówkach, przysiadł na kuli majestatyczny orzeł. Zawsze sądziłam, że jak tylko odwrócę wzrok, poderwie się do lotu. Ale on trwał nieporuszenie. Przez lata. Wystarczyło wychylić się trochę, by zobaczyć podświetloną wieżę gdańskiego ratusza. Dziadek snuł opowieści o dawnych czasach. Powoli zapadał zmrok.

* * *

Moje dzieciństwo to ciągłe wyprawy do Gdańska. Do dziadków. Kilka razy w roku wsiadaliśmy w pociąg i jechaliśmy. Kochałam te podróże, ten czas z rodzicami, herbatę z termosu, stukot kół (teraz koła w pociągach już tak nie stukają, zauważyliście?). I zapach szarlotki, którą babcia zawsze piekła na nasz przyjazd.

A gdy Mali pojawili się na świecie, snułam im opowieści o dawnych czasach. Tak, jak kiedyś snuł je dla mnie dziadek. O tym, jak byłam mała, o dachach na gdańskiej starówce, o orle, który nie chce odlecieć.

Marzyłam, by choć trochę przybliżyć im tamten świat.

* * *

Miętus podekscytowany rozgląda się po dworcu. Opowiada Tediemu o lokomotywach i nieustannie upomina go, by nie podchodził zbyt blisko do krawędzi peronu. Po raz setny każe sobie pokazać bilety i dopytuje o numer miejsca i wagonu. Sprawdza czy nasz pociąg na pewno jedzie do Gdańska. Wszystko musi mieć pod kontrolą.

podróż pociągiem z dzieckiem

kontrolą

podróż pociągiem z dzieckiem

– Mamo, a czy to na pewno będzie Pendolino? – dopytuje Miętus, który nasłuchał się o tym pociągu od wujka.
– Tak, na pewno.
– To dobrze – i uśmiecha się od ucha do ucha.

Tedi zaaferowany biega dookoła śpiewając na całe gardło. Już już miała go Matka uciszyć, gdy zobaczyła, że inni ludzie na jego widok uśmiechają się wesoło. A niech tam, niech sobie śpiewa skoro tak.

* * *

Czteroosobowe przedziały dla rodzin z dziećmi umiejscowione są na krańcu wagonu. Ufff. Nie trzeba będzie wiecznie uciszać Małych, pilnować by nie kopali w czyjś fotel naprzeciwko i oponować, gdy po raz setny będą chodzić w tę i z powrotem.

podróż pociągiem z dzieckiem

Matkę ogarnął spokój. Powoli zamieniała się w kwiat lotosu na niezmąconej tafli jeziora. Do podróży z dzieckiem trzeba się przygotować – piszą doświadczeni rodzice w Internecie. To nasza pierwsza wspólna podróż pociągiem, więc Matka się przygotowała. A jakże! Przytulanki, ulubione książki, karty z zadaniami, krzyżówki obrazkowe, karty do gry, zagadki, kredki, ukochane resoraki Tediego i drewniane ciuchcie Miętusa. Był nawet tablet z bajkami i grami na czarną godzinę, gdy maluchy będą wyć z nudów w tym pociągu.

I wiecie co? Dobrze jest być przygotowanym na wszystko. Serio. Tony zabawek dźwiganych na plecach mogą uratować matczyne życie. Mogą. Ale tym razem nie uratowały. Nie musiały.

Matka oczyma wyobraźni widziała, jak to cała rodzina siedzi sobie w wagonie. Czytamy wspólnie książki, układamy puzzle, gramy. Taki czas tylko dla nas, czas którego zawsze w codziennym życiu jest zbyt mało.

Bachory jednak miały inną koncepcję.

podróż pociągiem z dzieckiem

podróż pociągiem z dzieckiemMali zamienili się w wielkich odkrywców. Wszystko było fascynujące. Lampki, które można sobie zapalać do czytania, rozsuwane fotele, roleta na oknie, pociągowe pismo „Podróże”, stoliki ukryte w podłokietnikach, nawet małe śmietniczki.

Gdy skończyli eksplorowanie najbliższego terenu, nadeszła pora na dalszą wyprawę. Nie ma przecież nic fajniejszego niż wycieczki po wagonach, zagadywanie anielsko cierpliwego konduktora, wyglądanie godzinami przez okna, podciąganie się na poręczach, picie herbaty w Warsie (mamoooo? tu jest kawiarnia! mamo wiedziałaś, że w pociągach są kawiarnie? są, takie specjalne pociągowe! powiedział Miętus głosem stałego bywalca). Ale w życiu nie zgadniecie, co jest najbardziej, ale to absolutnie najbardziej fascynującą rzeczą w pociągu. Raz, to gadająca toaleta (wiecie ile razy dziecko może chcieć siku w czasie 3-godzinnej podróży? zwłaszcza jeśli kibel potrafi mówić a w sedesie jest potwór połykający kupy 😮). Dwa, automatycznie otwierające się drzwi między wagonami! Analiza ich funkcjonowania zajęła Małym pół podróży. Bo czy zawsze się otworzą jak naciśnie się przycisk? Gdzie jest ukryta fotokomórka, która nimi steruje? A czy zadziała jak się idzie szybkim krokiem? A jak się biegnie po korytarzu? Na szczęście okazało się, że tak, zadziała.

Były jednak i takie momenty:

podróż pociągiem z dzieckiempodróż pociągiem z dzieckiempodróż pociągiem z dzieckiem

W tym powszechnym odkrywaniu Matka też coś odkryła. Przedziały dla rodzin z małymi dziećmi są istnym wybawieniem! Kojarzycie te momenty, gdy wsiadacie do pociągu z ciekawą książką w plecaku albo laptopem, by skończyć pilną prezentację? Najgorszą, ale to absolutnie najgorszą rzeczą, jaka się może wtedy wydarzyć, to małe dziecko siedzące obok. Gorsza może być tylko większa ilość małych dzieci obok. Matka za wszelką cenę chciała uniknąć tych wymownych spojrzeń pełnych dezaprobaty, tych głębokich westchnień, gdy ktoś przez nas nie może się skupić albo odpocząć. Odizolowanie maluchów od reszty ludzi jest zbawienne dla dobra psychicznego wszystkich. I normalnych ludzi, i rodzin maluchów 😊

* * *

– I co kochani, jak Wam się podoba podróż pociągiem? – spytała Matka po powrocie.

– W końcu nie musiałem co chwilę szukać stacji benzynowej i zatrzymywać, bo ktoś chce siku. – powiedział Ojciec,  naczelny kierowca. – I nikt mi nie zwracał uwagi, że za szybko jadę.

– Mamo, wiesz co – mówi Tedi – było przesuperfajnie. Ja już nie będę nigdy jeździć samochodem na wycieczki. Tylko pociągiem.

Matka przelatuje w głowie listę najbliższych zaplanowanych wycieczek i włosy jej dęba na głowie stają. Jak nic trzeba będzie zrewidować plany. Z Tedim nie ma łatwo, jak już coś sobie postanowi, to ciężko go potem przekonać do zmiany zdania. Oj ciężko.

– Miętus, a Tobie się podobało? Było tak fajnie, jak to sobie wyobrażałeś?
– Nie – mówi poważnie Miętus, a Matce serce na chwilę zamiera. – Nie było tak, jak sobie wyobrażałem. Było fajniej. Dużo fajniej.

4 thoughts on “Podróż pociągiem z dzieckiem – o stolikach chowanych w poręczach fotela i gadającej toalecie słów kilka

    1. Ja też nie wiedziałam! Okazało się, żę ten wagon dla rodzin z dzieciakami to strzał w dziesiątkę i full wypas 😮 Fajne jest też to, że nikomu nie przeszkadzają biegające po korytarzu dzieci a obsługa jest mega życzliwa i cierpliwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *