Tatry z dzieckiem – gdzie zjeść w Zakopanem

Tatry z dzieckiem – gdzie zjeść w Zakopanem

– O nie! Ja w tym roku na urlopie nie gotuję! – zarzekła od samego początku Matka – Ja też chcę odpocząć.

Tata Chłopców zrobił niepocieszoną minę – to co będziemy jeść? Przecież na tych Krupówkach nie dość, że nic dobrego nie ma, to jeszcze drożyzna straszna.

Matka nieczule wzruszyła ramionami. Trudno, co ma być to będzie. Najwyżej będziemy żywić się hot dogami na stacji benzynowej, a Bachory – słoiczkami. Gdzieś w sobie jednak zaparła się, że dobre i niedrogie jedzenie w Zakopcu znajdzie. I znalazła. I to w samiusieńkim centrum, na Krupówkach.

Dobra Kasza Nasza – Krupówki 48

fot.: www.dobrakaszanasza.pl

 

fot.: www.dobrakaszanasza.pl

W górnej części Krupówek, w miejscu, gdzie przestają być one deptakiem a łączą się z Aleją 3 maja stoi piękna drewniana willa a w niej jest mała, niepozorna z zewnątrz knajpa. Z zewnątrz może i niepozorna, ale w środku! Niby nic, prosto i skromnie, drewno, ciepłe brązy i beże, zieleń. Ale jak ze smakiem! Wygodne kanapy, miękkie fotele, a w tle cichutko przygrywa nam jazz.

Wchodzimy i nieśmiało zajmujemy stolik przy oknie. Tak tu miło, aż strach, że nasze Bachory swoim pokrzykiwaniem i pobrykiwaniem zaraz zepsują ten chillout. Na szczęście otwarte okno wychodzące wprost na Krupówki, grajek grający na dole i przechodzące tłumy, na długo odciągają ich uwagę.

W Dobrej Kaszy Naszej kaszę głównie podają. Dla nas to strzał w dziesiątkę, bo my kaszowi bardzo jesteśmy. Zamówiliśmy dwa zestawy – jeden z boczkiem i śliwkami suszonymi, drugi z karmelizowanymi jabłkami i wiejską kiełbasą. A dla Miętusa zestaw dla dzieci. Dania zapiekane są w piecu, a podawane w specjalnych kokilkach na deskach, razem z sosem i surówką. Całość wygląda bardzo apetycznie. I tak też smakuje. Porcje są duże i pyszne.

Uwiedzeni smakiem i klimatem wracaliśmy tam często. Za każdym razem było tak samo. Za każdym razem pysznie. Wypróbowaliśmy chyba wszystkie możliwe zestawy, w różnych konfiguracjach. Wypróbowaliśmy cierpliwość kelnerek i kucharzy zmieniając bezlitośnie to rodzaj kaszy, to sos, to inną niż w zestawie surówkę. I nigdy nie było z tym problemu. Szczególnie polecamy kaszę z kurczakiem curry i czarnymi oliwkami, oraz boczek ze śliwkami, ale wszystkie zestawy (cena to ok 20 zł) są godne wypróbowania. Także dania dla dzieci (ok 10 zł) są świetne – duże i pyszne.

 

 

Danie dziecięce

Aż nadszedł czas Wielkiej Próby. Tego dnia przeliczyliśmy własne siły. 10-godzinna wycieczka, cały dzień na nogach, tyle atrakcji, że Bachory przez dzień cały nie zmrużyły oka. Do Kaszy Naszej dotarliśmy ostatkiem sił, głodni i zmęczeni niebotycznie. Gdy czekaliśmy na jedzenie Maluchy dostały małpiego rozumu. Najpierw zmienili się w stado beczących owiec, potem zaczęli śpiewać i uciekać od stolika, by na końcu wpaść w stan skrajnej rozpaczy i szlochów. Matka dostała histerii, że nas stąd wyrzucą a do następnej knajpy dzieciaki nie dojdą, gotowe paść z głodu i zmęczenia po drodze. Zaczęła ich więc nerwowo i zupełnie nieefektywnie uciszać. Ojciec, nieco przytomniej, próbował ich zainteresować zdjęciami w aparacie. Nie na długo to wystarczyło. I wtedy przeszła obok nas kelnerka. Popatrzyła z uśmiechem na nasze słodkie potomstwo i nawet powieka jej nie drgnęła. To koniec, pomyślała Matka. Poszła pewnie po menadżera, żeby nas stąd wyprosił. Po minucie kelnerka wróciła. Sama. Wręczyła Bachorom pudełko z kredkami i kilka białych kartek. Zadziałało. Tym drobnym gestem Kasza Nasza skradła nasze serca dokumentnie i dozgonnie.

Regionalny Bar Mleczny – Zamoyskiego 5*

 

Z rozrzewnieniem i nostalgią wspomina Matka odwiedzane tak często onegdaj bary mleczne. Ach te kwadratowe stoliki przykryte lepiącą się ceratą, te aluminiowe sztućce i pierogi ruskie pływające w kałuży tłuszczu i skwarek. Ach te wszystkie rozważania nad sensem życia i świata, te wszystkie rozmowy o wielkich ideach prowadzone nad kotletem mielonym i marchewką z groszkiem. Ach, te czasy młodości! Ale żeby teraz tam się stołować? Przecież jest tyle fajniejszych miejsc, w których można zjeść coś dobrego. I niby nic nie mamy do barów mlecznych, wprost przeciwnie, miło je wspominamy, ale jakoś nie przyszło Matce do głowy, żeby to tam zabrać Bachory na jedzenie.

– A może zajrzymy? – spytał Tata Chłopców gdy przechodziliśmy koło pięknej drewnianej willi w górnej części Krupówek.

– Do baru mlecznego? Z nimi? – spojrzała z zaskoczeniem i niedowierzaniem na tę niedorzeczną propozycję Matka – Do baru mlecznego z dzieckiem uczulonym na mleko? Przecież tu na pewno nic dla Tediego nie będzie.

Zajrzeliśmy. A potem zaglądaliśmy tam już regularnie 🙂

Dwie duże przestronne sale, wygodne spore stoły (bez cerat!), wszystko w drewnie. Zakopiański style bez całej tej tandety, nadmiaru i krupówkowej kiczowatości. Prosto, schludnie, estetycznie. Z typowego baru mlecznego została tam jedynie tablica z jadłospisem, typowe barowe menu i kasa przy której się zamawia.

 

 

A jedzenie? Przygotowywane na bieżąco, świeże, smaczne, pachnące. Nie uświadczysz tu wykwintnych i wyrafinowanych potraw, ale przecież nikt się tego po barze mlecznym nie spodziewa. Pyszne „dania mączne” – Miętus zajadał się pierogami z jagodami i plackami ziemniaczanymi. To tu spróbował swoich pierwszych w życiu naleśników z serem (tak tak, w końcu zaczął nam wyrastać z alergii na mleko). Tedi nie mógł się oderwać od kwaśnicy i udka z kurczaka. Wszystko, czego próbowaliśmy, było bez zarzutu – i placki po zbójnicku, i żeberka, i de vollaille, i gulasz, i kotlety schabowe, i rosół, i żurek. Proste, bezpretensjonalne (takie jakie najbardziej lubią Bachory), po prostu smaczne. Do tego bardzo przystępne ceny (dania obiadowe ok. 15 zł) i duża doza tolerancji na dzieciaki biegające po przylegającym do baru ogrodzonym mini-ogródku, oraz krzesełka do karmienia najmłodszych. I tylko przewijaka w łazience brak do pełni szczęścia.

* Uwaga, w Zakopanem przy Krupówkach są dwa bary mleczne. Jeden, ten bardziej popularny, znajduje się w dolnej części Krupówek. Ale nie o nim tu mowa (kolejki tam straszne, notoryczny brak miejsc przy stolikach, obsługa niemiła, a jedzenie zimne i niesmaczne). „Nasz” bar znajduje się w górnej części Krupówek (a właściwie na ich przedłużeniu), jeszcze wyżej niż Dobra Kasza Nasza.

Wytwórnia Lodów Naturalnych – Krupówki 32


fot.: gotatra.pl

Matka to pies na lody. Tata Chłopców też, ale w życiu się do tego nie przyzna. By ćwiczyć silną wolę i zdolność samoograniczania się postanowiliśmy już na samym początku: lody nie częściej niż raz dziennie, a najlepiej co drugi dzień! I co? I pstro 🙁

Już pierwszego dnia odkryliśmy na Krupówkach Wytwórnię Lodów Naturalnych. I już do końca wyjazdu nie mogliśmy się od niej uwolnić. Jakby się Matka nie wysilała, by tak zaplanować trasę codziennej marszruty, żeby szerokim łukiem ominąć straszne Krupówki, Wytwórnia Lodów przyciągała nas dzień w dzień jak magnes w nieznany nikomu i niezrozumiały sposób. Czasem dwa razy dziennie. Szczytem upadku było zjedzenie trzech (trzech!!!) porcji jednym ciągiem, jedna po drugiej. Bez, choćby krótkiej, przerwy na kawę.

Co w tych lodach jest takiego? Ano po pierwsze są zrobione w 100% z naturalnych składników, bez żadnych barwników, sztucznych aromatów i całego tego chemicznego syfu. I nie chodzi tu wcale o mglistą świadomość, że zdrowe, że naturalne. Ani nawet o próby ukojenia wyrzutów sumienia wywołanych przez zwykłe łakomstwo. To po prostu czuć na języku, serio. Po drugie smaki – czasem bardziej tradycyjne (czekolada, wanilia, malina), czasem bardziej oryginalne (mascarpone z wiśnią albo z czarną porzeczką, truskawka z bazylią, czeko-banan), codziennie robione na nowo, codziennie pyszne. Po trzecie – ceny. Matce, przyzwyczajonej do cen warszawskich, wierzyć się nie chciało, że za dość duże lody dla 4-osobowej rodziny ma wyjąć 15 złotych z portfela.

I tylko jedno ale: nie warto przychodzić zbyt wcześnie, tuż po otwarciu. Lody są robione codziennie rano, zdarzyło nam się siedzieć i czekać karnie na krzesełkach przez kwadrans, aż panie ukręcą kolejne smaki.

Drugą część naszego mini przewodnika po najciekawszych i najbardziej przyjaznych dzieciom restauracjach w Zakopanem – Gdzie zjeść w Zakopanem: legendarne miejsca, które trzeba odwiedzić.

A może i WY macie jakieś ulubione knajpy w stolicy Tatr i możecie nam coś polecić? Jeśli tak, koniecznie napiszcie w komentarzach. Obiecujemy wypróbować 🙂

5 thoughts on “Tatry z dzieckiem – gdzie zjeść w Zakopanem

  1. Lody! <3 U nas na krupówkach, jako ze my ( a raczej moi chlopcy) sa sportowymi duszami, czesto goscimy w sport- corner. Dla dzieciakow widzialam kacik zabaw wiec rodzinom tez sie spodoba. U nas corner podbil serce ze wzgledu na sportowy klimat, jak sie mecz zbliza to wszyscy ruszamy wlasnie tam, atmosfera niesamowita 🙂

  2. Moja Amelka, wybredna bardzo 7 latka najadła się do syta w Gazdowo Kuźnia. Może nie jest to jakies mega przystosowane dla dzieci miejsce, ale za to bardzo klimatyczne. No a pierogi z bryndzom, które obie zamówiłyśmy wręcz rozpływały się w ustach <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *