Kulinarno-miłosne dialogi z trzylatkiem czyli przez żołądek do serca

Kulinarno-miłosne dialogi z trzylatkiem czyli przez żołądek do serca

Wracamy z przedszkola, Miętus ma całą buzię wysmarowaną dżemem.
– Co jadłeś? Kanapki z dżemem na podwieczorek?
– Nieeee. Z melasą.
– Z melasą? Z jaką melasą? – dopytuje zaskoczona Matka.
– No jak to z jaką? Z gluszkami!
– Z gruszkami?
– Tak!– Aha, a ciocie kucharki w przedszkolu dobrze gotują? – dopytuje Matka
przestudiowawszy wcześniej przedszkolny jadłospis i dziwując się, że
dzieci karmione są pasztetami z soczewicy, pulpetami z fasoli i
innymi ekologicznymi cudami, których z całą pewnością zwykły
przedszkolak nie tknie. Wracając do pytania – czy
ciocie kucharki dobrze gotują?
– Tak!!!
– A
kto gotuje lepiej, mama czy ciocie kucharki w przedszkolu? – dopytuje
bezmyślnie Matka chcąc święcić chwilę triumfu.
Odpowiedź powinna być oczywista, w obliczu tych placuszków z
jabłkami, zup pomidorowych, które syn kocha i matczynych szarlotek czym mogą być owe zdrowe ciasta
marchewkowe, rodzynki zamiast ciasteczek czy pasztety z
fasoli!
– Ciocie kuchalki! Ciocie kuchalki gotują najlepiej, bo wiesz mamo, one potlafią gotować! I lobić ciasta!

* * *

Któregoś dnia Baba Bena pyta Miętusa – Kim chcesz być jak będziesz dorosły?
– Tatusiem!
– Tatusiem? A dlaczego? – pyta lekko zawiedziona babcia.
– Bo pseciez nie mogę być mamusią. Mamusie mają siusiaczki a tatusie siusiaki. Ja mam siusiaka więc będę tatusiem.
Zaskoczona nieco tą odpowiedzią dopytuję:
– A kto będzie mamą?
– No Pola pseciez!
Pola? Przecież Pola ma 6 lat! Jest dwa razy starsza od Miętusa! Budzi się we mnie upiorna i zaborcza Matka (a może po prostu już upiorna teściowa?). Coraz częściej chyłkiem przemykają mi przez głowę myśli, że ten system hinduski, w którym rodzice wybierają dzieciom współmałżonka, nie jest taki całkiem od czapy 😉
– Pola? A ona wie o tym? Ustalałeś to z nią? – podświadomie szukam deski ratunku.
– Nieee. Jesce nie wie. Jesce nie musi wiedzieć. Pseciez jesce mam na to czas!

Dwie chwile później…

Miętus często powtarza, że chce być tatusiem i mieć trojkę dzieci.
Zajada właśnie upieczone przez Matkę ciasto
marchewkowe. Między jednym zachwytem a drugim nagle rzuca:
– Mamusiu jak będę duzy to będę miał zone. I wtedy tez będę piekł ciasto malchewkowe.
– Dla żony? Tak? – Matka aż podskoczyła z radości. Oto właśnie urzeczywistnia się jej marzenie – że wychowa synów nie tylko na dobrych i mądrych ludzi, ale także na Idealnych Mężów.
– Nieeeeeee – Miętus spojrzał z dezaprobatą i politowaniem.
– A dla kogo? – pytam.
– Jak to dla kogo? Dla moich dzieciaków! – odpowiada tonem zdziwionej oczywistości…

I teraz Matka zachodzi w głowę, czy cieszyć się, że wychowuje kandydata na Ojca Idealnego czy też Miętus delikatnie zasugerował, że powinnam więcej i częściej piec…

* * *

Matka, nękana przez podłą zazdrość, postanowiła potajemnie wykraść ciociom-kucharkom przepis na owe ciasto marchewkowe. Nie trzeba było. Ciocie-kucharki zwietrzyły podstęp albo ruszyło je sumienie i same podzieliły się z chęcią przepisem. Oto on:

Ciasto marchewkowe cioci-kucharki dla alergików (bez mleka i masła):
4 jajka
1 szklanka oleju
1 szklanka cukru
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1,5 szklanki mąki
cynamon mielony
cukier waniliowy
2 szklanki startej surowej marchewki
Miksujemy wszystkie składniki (mąkę dodajemy stopniowo). Jak jest gładka masa bez grudek, dodajemy marchewkę i mieszkamy.
Pieczemy w piekarniku na 175-180 stopni przez ok 45-50 minut.

* * *

Na końcu rozmowa o końcu. Albo o jego braku.
– Mamusiu, wiesz, że ja kiedyś byłem dziadkiem?
– Co? Przecież to niemożliwe – mówi Matka (ach ten brak pokory!)
– Byłem, naplawdę. Byłem dziadkiem. A potem umarnąłem. I znowu się urodziłem. I znowu umarnąłem. I się urodziłem. I tak w kółko.

4 thoughts on “Kulinarno-miłosne dialogi z trzylatkiem czyli przez żołądek do serca

  1. Cudne te Wasze rozmowy!Jeśli chodzi o żywienie w przedszkolu, to moja córka, chociaż chodziła do bardzo przeciętnego przedszkola państwowego, to miała tam takie wymyślne dania, że tylko ślinka leciała, jak się czytało jadłospis. Z pasztetem sojowym na czele (podobno Zosia jako jedyna go jadła, czym zjednała sobie serce pani kucharki)

  2. heh, uwielbiam takie dzieciowe pogadajki 😀 Cudne się czytało 🙂 Spisuj często, zawsze .. bo fajnie póxniej do tego wracać.
    A ciacho obłędne.. Chyba jednak Mama dorównuje ciociom kuchalkom 😉

  3. Pomysły dzieci, ich teksty, tok myślenia i ta…szczerość….rozwalają na łopatki!!! Ciocie kuchalki gotują lepiej…… o rety 🙂 Przepis na ciasto – podkradam 🙂

  4. Mmmm…ciasto marchewkowe, gdyby nie to że jest 22:30 to juz bym stała w garach.
    A może tak na przekór wszystkim zrobić na Wielkanoc ciasto marchewkowe? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *